Ktoś z rodziny jakimś cudem załatwił bilety i wydawało mi się wówczas, że Święty Mikołaj naprawdę istnieje :) Grudniowy wieczór przy Łazienkowskiej miałem zapamiętać do końca życia i tak się stało. Hymn Champions League na żywo, ciarki na plecach, pełny stadion, świetna atmosfera, przenikliwy mróz - to wszystko wspominam do dziś. Podobnie zresztą jak fakt, iż cały stadion skandował w czasie przerwy „Blacburn Rovers”. Anglicy zlali wówczas Rosenborg, a Legia mimo porażki ze Spartakiem zameldowała się w ćwierćfinale.
Dziś nie oczekuję awansu Wojskowych do fazy pucharowej, wystarczy mi faza grupowa. Swoją 18-stkę pamiętam jak przez mgłę, ale 18 lat wyczekiwania na Legię w Lidze Mistrzów to stanowczo za długo. Niech dziś warszawianie pokażą, że są już „pełnoletni” piłkarsko i pokażą swój „dowód” w postaci świetnej gry. Trzeba wyjść na boisko i zapieprzać, tak jak legioniści zapieprzali przed laty choćby przeciwko IFK.
Chcę znów pojechać na mecz polskiego klubu w Lidze Mistrzów lub spędzić grudniowy wieczór przed telewizorem - tym razem z piwkiem w ręku :) - i zobaczyć w akcji polski klub naprzeciw klubów z europejskiego topu. Jako kibic Juventusu, nie miałbym nic przeciwko, gdyby "Stara Dama" zawitała do Warszawy. Kto wie, może znów Św. Mikołaj się do mnie uśmiechnie? Kaszankaaaa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz